Mniej znaczy więcej

Uroda 40 plus – mniej znaczy więcej
Mniej znaczy więcej, czyli minimalizm kosmetyczny
Moja droga do “mniej znaczy więcej” to był proces. Przez długie lata kosmetyki kupowałam “szaleńczo” i kompletnie przypadkowo. Pod wpływem nagłego impulsu, w ramach odstresowania się i/lub poprawy humoru, zachęcona pobieżnie przeczytaną pozytywną recenzją. Bez jakiegokolwiek zdrowego rozsądku. W rezultacie utopiłam w bezużytecznych mazidłach mnóstwo pieniędzy, moja łazienka nagle zaczęła się kurczyć, a szafki wypełniały tysiące napoczętych tubek, buteleczek i słoiczków, z których większość mi nie odpowiadała, a spora część z nich dawno przekroczyła datę ważności. Niektóre z nich po kilku użyciach, czasem tylko po jednym trafiały w głąb szafki, a na ich miejsce zaraz pojawiały się nowe – po to, aby za chwilę podzielić los tych pierwszych. 😉 Kompletnie nie panowałam nad tym chaosem, a co gorsza ilość kosmetyków zupełnie nie szła w parze z poprawą mojego wyglądu 😉 Tylko mój portfel był chudszy.
Ponieważ moje lustro nie potwierdzało, że ilość = jakość zaczęłam rozglądać się za innymi pomysłami na pielęgnację. Zaczęłam interesować się biochemią kosmetyczną i bardziej odpowiedzialnym dbaniem o siebie i swoją cerę. Wtedy też natknęłam się na sformułowanie “minimalizm kosmetyczny”, który po swojemu wdrożyłam w swoją pielęgnację. Ale nie z dnia na dzień – to był proces, który zajął mi trochę czasu, jednak w końcu szczęśliwie doszłam do tego, że mniej znaczy więcej. 🙂
Zaczęłam być bardziej świadoma składników kosmetyków i uważniej dobierać odpowiednie dla siebie preparaty. Często też byłam dobrze przygotowana do zakupów – zwykle wiedziałam, który kosmetyk chcę spróbować i dlaczego. Jednocześnie odkryłam biochemię kosmetyczną i sklepy internetowe, dzięki którym zaczęłam sama kręcić kosmetyki pielęgnacyjne dla siebie. Oczywiście tu też miałam porażki – nie wszystko co ukręciłam i co teoretycznie powinno mi pasować rzeczywiście było dla mnie odpowiednie. I pewnie jeszcze wiele takich kosmetycznych “pudeł” przede mną, ale doszłam do momentu, w którym mam swój “żelazny podstawowy zestaw”, którego się trzymam i który mi służy. Jednocześnie nie ustaję w testowaniu nowości, a tych wciąż tyle przede mną – a nóż coś będzie służyło mi jeszcze lepiej? 🙂
No i oczywiście wciąż zdarza mi się ulegać pokusie i kupić coś ponadprogramowego, poza tym mam swoje kosmetyczne bziki – jak np. błyszczyki, pomadki, tusze do rzęs, których nadal zawsze mam za dużo, no ale nikt nie jest idealny 😉 Ani ja nie jestem ortodoksyjną minimalistką 😉
Co “mniej znaczy więcej” daje mnie i mojej skórze? Nie obciążam skóry niepotrzebnymi kosmetykami i niesłużącymi jej składnikami kosmetyków. Pozwalam działać tym, które najlepiej jej służą i których moja cera potrzebuje najbardziej. Dużo łatwiej mi zidentyfikować, które składniki mi nie służą – ponieważ nie używam wielu kosmetyków, a te które używam mają zwykle krótkie i proste składy, wprowadzając coś nowego do pielęgnacji mogę z dużym prawdopodobieństwem znaleźć winowajcę, który mi zaszkodził. Last but not least – mój portfel też odczuł, że mniej znaczy więcej. 😉
Mniej, znaczy więcej w 4 krokach
- Zaczęłam od porządku w szafkach:
- Wyrzuciłam wszystkie przeterminowane kosmetyki – jeden po drugim, bez skrupułów i sentymentów.
- To co zostało pogrupowałam i poukładałam w szafkach – oddzielnie kosmetyki, które zgromadziłam “na zapas”, a w podręcznej szafce na oddzielnych półkach – codzienna pielęgnacja twarzy, pielęgnacja ciała, włosy, kolorówka, lakiery do paznokci. Nadal była to imponująca ilość… ;/
- Zużyłam to co zostało – niektóre kosmetyki zgodnie z przeznaczeniem, inne w alternatywny sposób.
- Zrobiłam listę kosmetyków, które chciałabym przetestować – uczyłam się od nowa swojej cery i jej potrzeb, czytałam o składach, o pielęgnacji naturalnej, o biochemii kosmetycznej.
- Byłam gotowa na nowe 😉 Zaczęłam robić zakupy kosmetyczne zgodnie z potrzebami (wiedziałam co mam w szafkach) i listą z punktu 3 – dzięki czemu zaczęłam odnosić sukcesy w zakupach świadomych i kontrolowanych.
photo credit: DonkeyHotey via photopin cc


Osobiście nie kontroluję tylko zakupów lakierów do paznokci. Polecam samodzielne kręcenie kosmetyków 🙂
Kręcę sama, a jakże 🙂 I też mam problem z lakierami, poza tym jeszcze z tuszami do rzęs 😉